Wakacje z pracą
Niektórzy z nas spędzają swoje wakacje nad morzem, korzystając z uroków promieni słonecznych, i szeroko pojętej bazy rozrywkowej. Można jednak połączyć obcowanie z naturą i poznawanie ciekawych osób pracując w czasie wakacji za granicą. Dlatego coraz większa grupa młodych Polaków wybiera taki wariant, który zapewnia im chociaż częściowe załatanie domowych budżetów, ale też przeżycie ciekawej przygody i nawiązanie cennych przyjaźni.
Moja przygoda z wakacyjną pracą rozpoczęła się właściwie ponad rok temu, kiedy to pierwszy raz zdecydowałam się zaryzykować i udać się w „szeroki świat”. Jeszcze jako studentka rozpoczęłam intensywne poszukiwania zajęcia przy pomocy Internetu i agencji pośrednictwa pracy. Szukali wszyscy; dlaczego nie ja?
Po tygodniach poszukiwań zupełnie przypadkiem wypełniłam kolejne zgłoszenie internetowe. Tym razem z efektem. Kilka dni później odebrałam wiadomość telefoniczną. Miły głos - wyjątkowo poprawną angielszczyzną - oznajmił że moja oferta została rozpatrzona pozytywnie. Praca miała polegać na tzw. „nagonce przy polowaniach”. Z opowiadań pracodawcy wynikało, iż zajęcie to, to bardziej przygoda, niż praca. Pozostało tylko dopełnienie drobnych formalności, zakupienie biletów i można było wyruszyć w drogę, do Szkocji.
Większość z jadących tam osób, nie miało tak naprawdę pojęcia, jak wygląda praca, na którą się zdecydowali. Dlatego pierwszy dzień pracy był dla nas dużym zaskoczeniem. W drodze do pracy po raz pierwszy poczuliśmy „dreszczyk” emocji. Przed nami wyłaniał się krajobraz wysokich i dzikich wzgórz, a wszystko otoczone było mgłą. Dowiedzieliśmy się także, że kuropatwy, ptaki na które miało odbyć się polowanie, nie żyją w łatwo dostępnych dolinach, lecz na tych pięknych, dzikich i bardzo stromych wzgórzach i aby je przegonić będziemy musieli zdobywać te szczyty. Biorąc pod uwagę wyjątkowo kapryśną pogodę panująca w Szkocji, ucieszyliśmy się z faktu, iż zabraliśmy ze sobą wodoodporne ubranie i odpowiednie buty. Jednakże już po pierwszym przejściu stwierdziliśmy, iż w takich warunkach pojęcie „wodoodporny” po prostu nie istnieje. Byliśmy przemoczeni, trzęśliśmy się z zimna i mieliśmy mokre obuwie. Stopniowo uzmysławialiśmy sobie, co nas czeka. Jednakże te wszystkie niemiłe doznania łagodził przepiękny krajobraz, składający się z majestatycznych widoków, porośniętych zewsząd wrzosami. Samo pokonanie dużych dystansów napawało nas dumą. Żeńska część grupy była przekonana, iż przemierzanie odległości pozwoli im zgubić „zbędne” kilogramy i poprawić swoją kondycję fizyczną. Pod koniec dnia myśleliśmy już tylko o gorącej herbacie, kąpieli i suchych ubraniach. W domu oczekiwał na nas ciepły posiłek.
Naszymi współpracownikami okazali się być młodzi Słowacy, Czesi i oczywiście Szkoci. Co ciekawe, inni obywatele „nowej Unii” mieli identyczne pojęcie o oczekującym ich zajęciu, jak my. Wspólnota „przemoczonych butów”, wsparta dodatkowo walorami narodowych kuchni szybko przerodziła się w zwartą grupę przyjaciół narzekających na swój los i szczerze śmiejącą się z tego wszystkiego. Podobnie, jak my, nasi Czescy i Słowaccy przyjaciele okazali się być studentami bądź świeżo upieczonymi absolwentami. Oni również udali się do pracy za granicę, aby zarobić na kolejny semestr studiów czy trudny okres poszukiwania stałej pracy.
Kolejne dni i tygodnie, maszerowania po górach z flagami i straszenia biednych kuropatw, zmieniły nasze zdanie na temat Szkocji. Pogoda dopisywała, przyzwyczajone mięśnie z łatwością radziły sobie z długimi odległościami. Pełni optymizmu podziwialiśmy piękno nienaruszonej przyrody. Podziwialiśmy także ciężką pracę opiekunów polowania, którzy musieli dbać o to, by polowanie przebiegło bezpiecznie, szybko i aby przyniosło efekty. Nie przeszkadzały nam okrzyki „trzymajcie linię” czy też „machajcie flagami”, które będą brzmiały w naszych uszach przez długi, długi czas.
Pod koniec pobytu byliśmy mocniejsi kondycyjnie, bogatsi w doświadczenia i bardzo szczęśliwi, że podołaliśmy wielkiemu wyzwaniu. Nie do przecenienia są także Słowackie piosenki i szkockie długie wieczorne opowieści, które zabraliśmy z powrotem.
Praca, którą wykonywaliśmy, tj. Scottish GameKeeper jest zawodem, ale dla większości Szkotów jest sportem narodowym i cieszy się tam dużym zainteresowaniem. Koła łowieckie zrzeszają wielu członków, a osoby, które biorą udział w polowaniu należą do brytyjskiej elity biznesu. Z informacji zdobytych mogę przekazać, iż opłata za pozycję strzelecką na jeden dzień polowania wynosi 2000 funtów. W polowaniu bierze zazwyczaj udział ok. 20 strzelców i ok. 40 keeperów (opiekunów polowania), łącznie z osobami naganiającymi. Całe polowanie dzieli się zazwyczaj na 5 przejść (tzw. drive’ów), przy czym jedno przejście odbywa się na dystansie ok. 4 km, a każde przejście zaczyna się i kończy sygnałem z rogów. Osoby, rozstawione w odległości 50-100 metrów, tworzące zwartą linię, na dźwięk rogu wyruszają w wyznaczonym kierunku i machają flagami, powodującymi głośny huk. Dzięki ułożeniu osób w linii, spłoszone ptaki lecą wprost na myśliwych, umieszczonych w gniazdach. Bezpieczeństwo zapewnia komunikacja poprzez krótkofalówki i zachowanie bezpiecznej odległości od położenia broni. Obrońców przyrody mogę uspokoić tym, że kuropatwy w Szkocji są celowo hodowane i dokarmiane przez samych myśliwych. Polowania nie powodują więc, spadku ich liczebności.
Wracając do Polski, na lotnisku, spotkaliśmy sporą grupę naszych rodaków. Polscy studenci, na czas wakacji, zamieniają się w pomocników murarzy, ogrodników, opiekunki dzieci i osób starszych. Wszystko to pozwala nam zarobić względnie duże, jak na nasze warunki pieniądze. Najtrudniejsze za granicą są zwykłe życiowe sytuacje, na które w Polsce nie zwracamy żadnej uwagi. Brakuje tam naszej kuchni, a miejscowa jakoś nie smakuje. Mimo pewnych utrudnień warto wyjechać w czasie wakacji do pracy za granicę.
Dzięki takim wyjazdom poznajemy inne kultury obcujemy, a nawet zaprzyjaźniamy się z ludźmi żyjącymi daleko od Polski, ale teraz bardzo nam bliskim. Wakacyjna praca w Szkocji pozwoliła nam otworzyć się na innych, zrozumieć ich i poznać jak żyją, czym się interesują i jak wygląda ich zwykły dzień pracy.
Pomimo tego, że praca ta nie należy do najprostszych, nie uważam czasu tam spędzonego za stracony i zachęcam każdego, kto lubi przyrodę, odrobinę emocji i poznawanie innych krajów do odwiedzenia strony http://www.scottishgamekeepers.co.uk/index.htm.