All pastes #2106571 Raw Edit

Pretekst dla cenzora

public text v1 · immutable
#2106571 ·published 2012-01-26 19:22 UTC
rendered paste body
from google cache: http://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache%3Ahttp%3A%2F%2Fblog.rp.pl%2Fblog%2F2012%2F01%2F24%2Frobert-gwiazdowski-pretekst-dla-cenzora%2F&ie=UTF-8&oe=UTF-8
original address: http://blog.rp.pl/blog/2012/01/24/robert-gwiazdowski-pretekst-dla-cenzora/


Robert Gwiazdowski: Pretekst dla cenzora

Usłyszałem właśnie od obrońców ACTA, że „gospodarka traci” na piractwie. Nie „gospodarka traci”, tylko niektóre koncerny tracą, dlatego starają się wprząc państwo w walkę z piractwem.

W efekcie policja, zamiast szukać złodzieja, który ukradł sąsiadowi rower, sprawdza, czy sąsiad nie ma aby na komputerze nielegalnych plików z grą, w której ścigają się kolarze. Jak ktoś ukradł rower, to ktoś już go nie ma, a ma ktoś inny. A jak ktoś „ściągnął” grę, to jej twórca ma ją nadal, lecz nie ma zysku z tego, że ktoś jej używa. Dlaczego jednak to właśnie ma być w sposób szczególny penalizowane i ścigane?

Prawa autorskie to wymysł cenzorów! W XVI-wiecznej Anglii autorzy nie byli zagrożeni przez pojawienie się prasy drukarskiej (pierwszej na świecie maszyny kopiującej). Wręcz przeciwnie. Była to dla nich wielka szansa na dotarcie ze swoimi dziełami do szerszej grupy odbiorców. To było zagrożenie dla rządu. Nowa technologia ułatwiała rozpowszechnianie dzieł „wywrotowych”. Podobnie jak dziś Internet.  Utworzono więc cech prywatnych cenzorów Londyńskie Zrzeszenie Sprzedawców Papieru. W zamian za kontrolowanie tego, co było drukowane, zrzeszenie otrzymało przywilej sprzedaży wszystkich druków i konfiskaty wydanych bez pozwolenia. Gdy rząd złagodził cenzurę, członkowie zrzeszenia ukuli teorię, że autorów nie stać na rozpowszechnianie ich dzieł, więc powinni móc sprzedawać swoje prawa tym, którzy będą ich chronić! Pewnie dlatego dziś argumenty obrońców ACTA tak bardzo przypominają mowę… cenzorów.

Z ekonomicznego punktu widzenia nie można przecież mówić o „stratach dla gospodarki”, bo pieniądze niewydane na jeden rodzaj dóbr są przeznaczane na coś innego. Jeśli ktoś nielegalnie skopiuje jakiś program, a wyda więcej na piwo, to gospodarka nie traci, a producenci piwa i budżet (z uwagi na podatek akcyzowy pobierany od piwa, a nie od programów komputerowych) nawet zyskują.

Równocześnie przeciwnicy „własności intelektualnej” koncentrują się tylko na jednym jej aspekcie i nie biorą pod uwagę tego, że czym innym jest kopiowanie jakiegoś utworu, a czym innym sprzedawanie go jako własnego albo robienie podróbek. Bo jednak własność istnieje. Piszę to, popijając coca-colę, i nie uważam bynajmniej, że inni producenci cieczy w podobnym kolorze powinni mieć prawo sprzedawania jej w takich samych butelkach. Tylko czy jedno i drugie powinna regulować jedna ustawa? Nie! Dlatego sądzę, że ochrona prawa do butelki może być tylko pretekstem do przywrócenia cenzury.

((Autor jest profesorem prawa, adwokatem i prezydentem Centrum im. Adama Smitha))

-- and a few latest comments (out of indicated 164) --

adamssson pisze: 
 25 sty 2012 o 14:07 
Żenujące jest to że byle gniot poetycko-muzyczny chroniony jest przez prawo autorskie, umowy międzynarodowe i Bóg wie co jeszcze. I wystarczy do tego fakt że artysta z Bożej łaski raczy usiąść i w pijackim amoku (a czasem i na trzeźwo) popełni kilka tekstów.
 Z drugiej strony ludzie z ogromną wiedzą, rozwiązują problemy tego świata i wprowadzają prawdziwy postęp do cywilizacji tworząc wynalazki. Niestety zarówno nasze prawo jak i to światowe, w nagrodę za (często) wieloletni wysiłek każe sobie sowicie opłacić proces patentowy (min 12000zł za każdy z krajów w którym patent ma obowiązywać), i nie ma gwarancji że patent zostanie nadany! Konia z rzędem temu kto zaryzykuje takie pieniądze dla ochrony swojego interesu. Szczególnie jeśli interes jest niszowy.
 Podpisując ACTA Polska przyłączy się do ogólnego trendu w którym oskarżenie byle kmiota zapuszkuje szarego człowieka na lata za „nielegalny” odsłuch wiejskich przyśpiewek, a prawdziwa wartość w postaci wynalazków będzie kradziona z naszych ziem bez najmniejszego problemu – bo i niewiele je chroni.
 Jako przykład podam koła zębate o skośnym uzębieniu (wynalezione w Polsce) a które ukradł szanowny Pan Citroen. Ten sam Pan był do tego stopnia dumny ze swojego czynu że stał się on symbolem marki którą stworzył.
 Tak więc drodzy rodacy – jesteśmy genetycznie predysponowani żeby nadstawiać tyłka do bicia. Historia nam to udowadnia.
 Zamiast zając się tym problemem prawnie wzmacniamy i tak już silne korporacyjne interesy. Nic tylko czekać aż nam zaczną budować obozy dla internowanych za „nielegalne kopiowanie”.
Dobre +34
Odpowiedz 
voidheart pisze: 
 25 sty 2012 o 14:39 
Dokładnie tak! Co więcej powstaje problem inwigilacji obywateli przez władze. Jakim prawem dostawca Internetu będzie gromadził dane wrażliwe na nasz temat? Jaką mamy pewność, że te dane nie zostaną wykorzystane w celu politycznym? Jaką mamy pewność, że dane te nie zostaną przechwycone przez środowiska przestępcze?
Walka z porozumieniami typu ACTA – to walka wolnych ludzi o dostęp do informacji. To walka również o to – byśmy mogli sami tworzyć treści – a nie być na łasce jakiejś krajowe rady radiofonii, telewizji i internetu – wydającej zgodę na stworzenie strony internetowej.
Musimy pokazać władzy, że nie pozwolimy sobie zamknąć ust. Protestujcie przeciw ACTA – póki nie jest za późno!
Wrogowie wolnych ludzi jeszcze odpowiedzą nam za próbę zniewolenia nas!
Dobre +18
Odpowiedz 
kaem pisze: 
 25 sty 2012 o 16:07 
Pyta Pan, jaką mamy pewność? Otóż mamy stuprocentową pewność, że te dane, prędzej czy później ZOSTANĄ WYKORZYSTANE przeciwko nam. Jeśli nawet nie przez grupy przestępcze (co skądinąd bardzo prawdopodobne), to na pewno co najmniej do celów marketingowych (analiza naszych zainteresowań i potrzeb), w tym także do marketingu politycznego.
Dobre +1
Odpowiedz 
Lidia pisze: 
 25 sty 2012 o 16:19 
Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy : wraz z podpisaniem tego polska ODDA TE PIENIEDZE NA ZEWNATRZ DO KONCERNOW. Po co to komu skoro moga zostac tutaj.
 Dalej: krajowi pracownicy ktorzy wykonuja prace online na wielu poogramach staca zatrudnienie w stosunku do Chin i Indii. Dalczego ? Bo w cene doliczony bedzie software . Mowie tu o : grafikach, web disagnerach i 3D programach -renderingi , modeling.
 Kolejna sparwa: DOPUKI CHINY I INDIE I ROSJA NIE ZACZNA SAME GONIC PIRATOW, to wiele miejsc parcy zniknie w ten sprosob, bo bedzie doliczona cena softweru. Np Archicad 20 tys pln.Ja sanma bylam designerem mebli, i CO Z TEGO ZE JEST PRAWO JAK ONO NIE DZIALA W CHINACH I INDIACH, moj projekt byl wysylany do Chin i tam kopiowany w tysiacach, sprzedawany potem w USA i ja jako normalna osoba bylam za slaba pomimo rzekomo dobrego prawa autorskiego w USA na wyegzekwowanie moich praw. To prawo dziala tylko dla koropracjii, nie dla normalnego malego biznesu.
Dobre +2
Odpowiedz 
törvény és a jog pisze: 
 25 sty 2012 o 16:33 
wydaje mi się, że trochę autor upraszcza i zbyt gładko przechodzi do porządku dziennego nad istotą praw autorskich
Dobre 0
Odpowiedz